- Siostra? Siostra Veronica? Nigdy nie wspominałeś o tym, że
masz siostrę.
- Van, posłuchaj...ona wyjechała dawno temu, nie wiedziałem,
czy kiedykolwiek znowu ją zobaczę...
Vanessa tym razem nie wydawała się wkurzona. Była
rozczarowana i smutna.
- A wy wiedzieliście? – zapytała drżącym głosem chłopaków,
którzy siedzieli na kanapie. Odezwał się Carlos:
- My znamy się od dzieciństwa, nawet bawiliśmy się z nią w
piaskownicy.
Mogłabym przysiąc, że jej oczy się zaszkliły. Było mi jej
szkoda. Teraz zwróciła się do Logana:
- Naprawdę tak mało dla ciebie znaczę? Znamy się od dwóch
lat, a ty nie raczyłeś mi powiedzieć, że masz siostrę?
- Kochanie...
- Wiesz co? Mam dość – wzięła swój płaszcz, założyła buty i
wyszła z domu. Przez chwilę panowała cisza.
- Dlaczego wróciłaś? – zapytał Kendall siostrę Hendersona.
Veronica opowiedziała nam o tym, jak straciła pracę i
została zupełnie sama. Jej jedyna przyjaciółka zginęła w wypadku samochodowym,
więc nic jej tam nie trzymało. Po siedmiu latach wróciła do ojczyzny. Nie
licząc rodziców, Logan jest jej jedynym krewnym. Dlatego przyjechała do niego.
Nie wyjaśniła jednak, dlaczego stąd wyjechała. Chłopaki pewnie wiedzą, a ja
dowiem się z czasem, gdy ktoś będzie chciał mi powiedzieć.
- Allie, pokażesz Veronice wolny pokój? Będziecie mieszkały
obok siebie, moje panie – rzekł Logan z uśmiechem. Widać było, że jest
szczęśliwy z powodu powrotu siostry, ale też niepokoiła go sprawa z Van.
- Jasne – odpowiedziałam.
- To naprawdę nie będzie problem, jeśli na trochę się u was
zatrzymam? – zapytała brunetka. Przyjrzałam jej się i muszę stwierdzić, że jest
dosyć podobna do Hendersona.
- Żartujesz sobie? Nie widziałem cię od siedmiu lat.
Problemem byłaby sytuacja, w której byś sobie teraz stąd poszła. Na górę,
dziewczyny, już. Pomogę wam z torbami.
Jakiś czas później, w
moim pokoju
- Gadałeś z Loganem? Jak on się czuje? – pytałam Schmidta.
- Martwi się o Vanessę, bo do tej pory nie wróciła.
- Mam nadzieję, że szybko się pogodzą.
- Ja również. A co sądzisz o naszej nowej współlokatorce? –
zapytał.
- Wydaje się sympatyczna, chyba jakoś się dogadamy.
Był już późny wieczór. Też trochę bałam się o Van. Dzwoniłam
do niej wcześniej kilkakrotnie, ale nie odbierała. Mam nadzieję, że nic jej się
nie stało. Rozmawialiśmy z Kendallem, gdy ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju.
- Proszę – powiedziałam.
Ku mojemu zdumieniu, do środka wszedł nie kto inny, jak sam
James Maslow. To za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Możemy pogadać? – zapytał szatyn.
Nic nie odpowiedziałam.
- To ja już chyba pójdę – powiedział Kendall, po czym
zwrócił się do Maslowa – Bez szans, stary. Nawet ze mną nie chciała się umówić –
wszyscy się zaśmialiśmy. Blondyn wyszedł, a my zostaliśmy sami.
- Słuchaj, dopiero po długich rozmyślaniach doszedłem do
wniosku, że zachowałem się jak palant i masz prawo być na mnie zła...przepraszam.
No i co ja mam mu odpowiedzieć?
- Nie chcę się wdawać w jakieś chore relacje z tobą, Maslow.
- Udowodnię ci, że żałuję.
No, jak powiedział, tak zrobił...
...i zaczął rapować.
Przebacz mi proszę
Ja dobre intencje
noszę
Żałuję czynów swych
Pojedźmy razem do Tych
Kupię ci kebaba
Bo jestem Ali Baba
Wrzuć głos na mnie do
urny
Bo inaczej pójdę do
trumny
- James, błagam cię, SKOŃCZ – odezwałam się, gdy zauważyłam,
że ma wenę. Szczerze? Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.
- Wybaczysz mi, Minnie?
- Jeśli obiecasz, że już nigdy więcej nie będziesz rapował,
to możemy zapomnieć o tamtej nocy i iść na nasz pierwszy spacer. Pasuje?
- Jasne, Minnie.
- I nie mów tak na mnie, Maslow.
________________________________________________________________________________
TAK TO JEST, GDY PISZĘ POD PRESJĄ.
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ WERONICE AKA CIASTKOWI, POZDRO.
MAM NADZIEJĘ, ŻE CHOCIAŻ W MINIMALNYM STOPNIU WAS TO ROZBAWIŁO XD
DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE :')